Sąsiadka spróbowała się uśmiechnąć.
– Jasne… Nie mam nic do ukrycia.
Inspektor niespiesznie wszedł na jej podwórko.
Rozejrzał się przez chwilę, po czym zatrzymał się przy płocie oddzielającym nasze posesje.
Znów wyciągnął miarkę.
Dokonał pomiaru.
Spojrzał na mapę katastralną.
Lekko zmarszczył brwi.
– Czy coś jest nie tak? – zapytała sąsiadka.
Inspektor odwrócił w jej stronę tablet. – Według danych katastralnych pani płot nie stoi w linii granicznej działki.
Mrugnęła kilka razy oczami.
– Co to znaczy?
– Jest postawiony około trzydziestu pięciu centymetrów w głąb sąsiedniej działki.
Na podwórku zapadła cisza.
Nie odezwałem się ani