Wieczór został zaplanowany z precyzją chirurga i nadzieją marzyciela. Każdy szczegół został dobrany tak, aby płynnie przejść od znajomości do czegoś głębszego, trwałego. Miejscem spotkania była bistro schowane w cichym, oświetlonym latarniami zakątku miasta, jedna z tych rzadkich przestrzeni, które rozumieją fizykę intymności. Oświetlenie mieniło się tu delikatnymi, bursztynowymi barwami, muzyka napływała niczym dyskretna jazzowa melodia, a powietrze unosiło się ciężko od sugestywnego zapachu rozmarynu i wolno gotowanych sosów. To miejsce zostało zaprojektowane, by zwolnić puls i zachęcić duszę do skupienia się.
Po drugiej stronie małego, wypolerowanego, drewnianego stolika siedziała